"GADUŁA"
mgr Lucyna Długoń
ul.Rodzeństwa Krzyżowskich 44/31 Tychy
TYCHY I OKOLICE
+48 692 564 366

gadulalogopedia@wp.pl

Zagubieni w Alzheimerze

Choroba okrutnie atakuje nie tylko mózg, ale i ludzkie więzy. Chory zamyka się w swoim świecie. Niby jest, ale jakby coraz mniej. Alzheimer zadaje ból pacjentowi i jest przyczyną ogromnego cierpienia jego bliskich.

Choroba Alzheimera może trwać nawet kilkanaście lat i praktycznie nie ma nadziei na wyleczenie. Znane dziś leki mogą jedynie spowalniać przebieg. Alzheimer systematycznie niszczy ludzki mózg, uszkadzając bezpowrotnie po kolei jego funkcje. 
Kończy się na całkowitej niesprawności umysłowej i ruchowej, śmierć przychodzi najczęściej na skutek powikłań.

Kto mi schował okulary? 
Zaczyna się od drobnych ubytków pamięci. Choremu wylatują z pamięci imiona i nazwiska osób dobrze znanych, łatwo irytuje się bez powodu. Nieraz zaczyna brakować mu słów. Chowa klucze, okulary, pieniądze i nie potrafi ich odnaleźć. Oskarża bliskich, że mu je schowali. Reakcją na te pierwsze symptomy bywa zamknięcie się w sobie, czasem próba jakiegoś wzięcia się w garść, np. przez pisanie karteczek z przypomnieniem. 
Chory zaczyna koncentrować się w dziwny sposób np. na jakimś wzorze na obrusie. Codzienna aktywność chorego coraz bardziej się dezorganizuje. Nie potrafi odnaleźć drogi do mieszkania, często ma ochotę iść nie wiadomo dokąd. Bliscy uświadamiają sobie, że coś złego zaczyna się dziać, ale niełatwo uznają, że to choroba, którą powinno się zdiagnozować, podawać leki i podjąć decyzje dotyczące opieki i zorganizowania na nowo życia w domu.

Rozwój choroby Alzheimera jest najczęstszym, choć tylko jednym z wielu schorzeń prowadzących do zespołu skutków, które nazywane są otępieniem lub demencją. Otępienie jest upośledzeniem pamięci, myślenia, orientacji, rozumienia, liczenia, zdolności uczenia się, języka, zdolności oceny sytuacji. 
Występowanie tej choroby gwałtownie wzrasta z wiekiem. 
Po 65. roku życia na Alzheimera i podobne choroby zapada kilka procent populacji. Im jesteśmy starsi, tym większe ryzyko. Po 85. roku życia na zaburzenia otępienne cierpi już połowa seniorów. Dzięki postępom medycyny żyjemy coraz dłużej, w związku z tym liczba osób zapadających na demencję będzie rosła.

Choroba postępuje w różnym tempie u różnych ludzi. Nastroje osoby, którą dotyka, mogą się zmieniać co chwilę. Proste obowiązki stają się niemożliwe do wykonania, co może wywołać niepokój, złość lub przygnębienie. Chory nie panuje nad swoimi reakcjami, np. może być wybuchowy lub niespokojnie chodzić po mieszkaniu. Zachowania te nie wynikają ze złej woli, lecz są skutkiem uszkodzenia mózgu. Pamięta się wydarzenia sprzed lat (nieraz myląc fakty), ale zapomina to, co zdarzyło się kilka minut temu. Można mieć trudności z ubieraniem się, myciem, jedzeniem, korzystaniem z ubikacji czy układaniem prostych zdań. Pojawiają się kłopoty przy poruszaniu się, z rozpoznaniem najbliższych osób. W nocy chory może budzić się co dwie, trzy godziny, wstawać, ubierać się, próbować wyjść z mieszkania itd. Niektórzy doświadczają omamów, słyszą, widzą lub czują coś, czego nie ma. W końcowych stadiach otępienia chory nie wstaje z łóżka, potrzebuje pampersów, traci zdolność porozumiewania się, zamyka się w świecie swojego cierpienia. Wymaga stałej opieki pielęgniarskiej.

Na początku cierpienie dotyka samej chorej osoby, która czuje się coraz bardziej zagubiona w codziennym funkcjonowaniu. Z czasem coraz więcej cierpienia przenosi się na opiekunów. 
Chory nie rozpoznaje najbliższej osoby, czułość i opiekę odwzajemnia niechęcią, agresją, złośliwością. Te reakcje nie wynikają z woli pacjenta, ale z jego choroby. To wymaga od opiekuna wielkiej cierpliwości.

Ponad 90 proc. chorych w Polsce przebywa w domu od początku choroby aż do śmierci. Ilość czasu, którą trzeba im codziennie poświęcić, wzrasta z upływem lat. Nie jest wcale przesadą stwierdzenie, że przychodzi czas, kiedy ta opieka trwa 36 godzin na dobę. A opiekunowi sił nie przybywa. Często bywa osamotniony, bezradny, dręczony przez wyrzuty sumienia, czy zachował się właściwie. Żyje w permanentnym stresie, boi się, by chory nie wyrządził sobie jakiejś krzywdy. Opiekun toczy codziennie walkę z niewidzialnym wrogiem. Walkę, w której prędzej czy później zostanie pokonany. Najtrudniej jest przyjąć do wiadomości prawdę o chorobie. Człowiek odruchowo broni się przed zaakceptowaniem tego. Opiekun musi koniecznie nauczyć się wielu rzeczy o niej. Dotychczasowe sposoby komunikowania się zawodzą. Trzeba zrezygnować z logicznych wyjaśnień, przekonywania. Należy unikać wdawania się w dyskusje, udowadniania winy. Nie wolno więc przywiązywać wagi do pretensji, oskarżeń czy agresji ze strony chorych. Pozostaje komunikowanie się przez emocje, spojrzenie, uśmiech, dotyk, cierpliwe słuchanie i pozytywne reagowanie na prawidłową reakcję chorego. 
Chory staje się bezradnym dzieckiem. Kontakt trzeba więc nawiązywać na tym poziomie.

Autor tekstu : ks. Tomasz Jaklewicz 
Tekst ukazał się „Gościu Niedzielnym” - nr 07/2011 r.